Wreszcie nadeszła Jego kolej. Był tuż przed Potter'em.
Wyszedł z namiotu trzymając różdżkę w gotowości i ruszył wskazanym mu wcześniej wejście do małej skalnej wysepki, gdzie przebywał zarówno smok jak i coś co zaliczało zadanie.
Niepewnie się rozejrzał po dużej przestrzeni i zastanawiał się nad strategią. Zapewne wymyśliłby coś gdyby nie fakt, że smoczysko zaczęło ryczeć i zionęło ogniem w górę.
To orzeźwiło go do podjęcia działania.
Szybko przebiegł pomiędzy kamieniami i przeturlał się po najbliższym wyboju. Bestia zaczęła go szukać we wcześniejszym położeniu i nawet nie zauważyła, że Puchon czmychnął obok gotowy zmierzać do jej siedliska.
Zauważył w małym gnieździe złote jajo. Owalne, złote, mechaniczne...piękne.
Wtedy Smok zorientował się, że Jego 'przeciwnik' jest coraz bliżej jego cennego skarbu i ryknął. Po chwili snop ognia wystrzelił w stronę puchona. Chłopak szybko uchylił się od płomienia robiąc przewrót, ale zaczepiając o strzelistą skałę rozerwał czarno-żółtą koszulkę na ramieniu, a wraz z nią część skóry, gdzie powoli sączyła się krew.
-Cholerny smok! - zaklął siarczyście.
Hermiona z trybun przyglądała się temu ze zgrozą. Jej 'ukochany' był uwięziony z smokiem na arenie i walczył o życie. A dodatkową grozą było to, że zaraz po puchonie brał udział Harry.
Tymczasem Cedrik znów zrobi unik by po chwili rzucić zaklęcie oszałamiające.
Smok znowu stracił chłopaka z oczu, gdy ten był już naprawdę blisko złotego jaja. Jak ninja rzucił się do przodu, nie zważając uwagi na piekące otarcia i chwycił pilnowany przez smoka skarb.
Miał je.
Zdobył je i wygrał.
Wtedy jeden z pracowników przyszedł po Niego i wyprowadził go z areny, a inni ujarzmili smoka by Rogogon Węgierski i Harry starli się w tej samej bitwie.
Nie zdążył wejść do namiotu, a krucha postać Gryfonki rzuciła się mu na szyję cicho łkając.
'Oh, moja mała Granger" - szepnął w myślach i objął ją w pasie, bardziej przytulając do siebie. Wtedy z namiotu wyłonił się Harry,gotowy podjąć ryzyko..ale zamarł widząc przyjaciółkę w objęciach puchona. To jasne, martwił się o nią, ale wiedział że z Cedrik'em będzie bezpieczna. Że nie skrzywdzi jej.
-Powodzenia, Potter - mruknął Cedrik.
Gryfon skinął głową i ruszył, gdy Hermiona nadal wypłakiwała się w ramię puchona.
-Cii, mała. Nie płacz już, jestem tutaj - uspakajał ją melodyjnym głosem.
Dziewczyna ustąpiła i przestała płakać po chwili. Przytuliła się mocniej i teraz spoglądała mu prosto w oczy.
-Na Merlina, Cedrik! Myślałam, że czeka Cię najgorsze jak ten smok....yh nie mogę tego wypowiedzieć nawet!
-Spokojnie, żyje i mam się zdrów. Trochę zadrapań i siniaków. Nic poważnego - zapewnił.
Wtedy magomedyk postukał w ramię chłopaka oznajmiając, że musi mu uleczyć i zabandażować rany, by nie wdało się zakażenie. Szybko poszedł, gdy Hermiona popędziła go do namiotu.
-Idź. Ja wracam na trybuny dopingować Harry'emu - oznajmiła.
-Okej, znajdę Cię i posiedzę z Tobą - posłała jej uśmiech i zniknął w namiocie.
***
Harry nie miał tyle szczęścia, co Cedrik. Chłopak nieźle się męczył. Rogogon Węgierski był faktycznie wredny, szybki i niesamowicie inteligentny. Wiedział czego pilnuje i jakie to ważne. Niee spuszczał Gryfona z oczu nawet na chwilę.
Potter był nieźle poobijany, ale przywołał swoją latającą miotłę, wsiadł na nią i ruszył przed siebie unikając ataków smoka. Rogogon wściekły, że nie może dopaść przeciwnika szarpnął łańcuchem. Najpierw raz, a potem drugi, aż ten wreszcie puścił i zerwał się.
Bestia ruszyła za chłopakiem.
Okrążyli jezioro, Hogwart i zniszczyli kilka wież, ale ostatecznie Harry swoimi zdolnościami latania na miotle opóźnił smoka i zgarnął złote jajo jednocześnie przechodząc do drugiego etapu.
***
Cedrik z Hermioną po zawodach udali się na błonia. Inni świętowali, a oni spędzali czas razem.
-Wiesz jak już otworzysz jajo?
-Nie mam pojęcia. Ale może Jęcząca Marta coś wie w końcu tyle lat tu jest... - zaczął Cedrik
-Masz trochę czasu, trzymam kciuki.
Usiadła na trawie a on obok niej i objął ją, przyciągając do siebie. Pogoda była taka piękna jak na wieczór. Księżyc w pełni dawał cudowny blask na taflę jeziora, a drzewa szumiały cicho.
-A tak w ogóle... Hermiono czy pójdziesz ze mną na Bal? Bo niedługo będą organizacje, a nie chcę by ktoś zaprosił Cię przede mną.
Gryfonka zachichotała.
-Z przyjemnością, Cedriku - szturchnęła go w ramię. - Z przyjemnością.
-Bardzo mnie to cieszy.
Po tych słowach musnął jej usta. Pocałunek był krótki. Wyrażający tyle czułości i dający tyle poczucia bezpieczeństwa..Gryfonka nie wierzyła własnemu szczęściu. Chłopak w którym się podkochiwała, odwzajemnił jej uczucie.
Pierwsza poważna miłość i te motyle w brzuchu.
Wyszedł z namiotu trzymając różdżkę w gotowości i ruszył wskazanym mu wcześniej wejście do małej skalnej wysepki, gdzie przebywał zarówno smok jak i coś co zaliczało zadanie.
Niepewnie się rozejrzał po dużej przestrzeni i zastanawiał się nad strategią. Zapewne wymyśliłby coś gdyby nie fakt, że smoczysko zaczęło ryczeć i zionęło ogniem w górę.
To orzeźwiło go do podjęcia działania.
Szybko przebiegł pomiędzy kamieniami i przeturlał się po najbliższym wyboju. Bestia zaczęła go szukać we wcześniejszym położeniu i nawet nie zauważyła, że Puchon czmychnął obok gotowy zmierzać do jej siedliska.
Zauważył w małym gnieździe złote jajo. Owalne, złote, mechaniczne...piękne.
Wtedy Smok zorientował się, że Jego 'przeciwnik' jest coraz bliżej jego cennego skarbu i ryknął. Po chwili snop ognia wystrzelił w stronę puchona. Chłopak szybko uchylił się od płomienia robiąc przewrót, ale zaczepiając o strzelistą skałę rozerwał czarno-żółtą koszulkę na ramieniu, a wraz z nią część skóry, gdzie powoli sączyła się krew.
-Cholerny smok! - zaklął siarczyście.
Hermiona z trybun przyglądała się temu ze zgrozą. Jej 'ukochany' był uwięziony z smokiem na arenie i walczył o życie. A dodatkową grozą było to, że zaraz po puchonie brał udział Harry.
Tymczasem Cedrik znów zrobi unik by po chwili rzucić zaklęcie oszałamiające.
Smok znowu stracił chłopaka z oczu, gdy ten był już naprawdę blisko złotego jaja. Jak ninja rzucił się do przodu, nie zważając uwagi na piekące otarcia i chwycił pilnowany przez smoka skarb.
Miał je.
Zdobył je i wygrał.
Wtedy jeden z pracowników przyszedł po Niego i wyprowadził go z areny, a inni ujarzmili smoka by Rogogon Węgierski i Harry starli się w tej samej bitwie.
Nie zdążył wejść do namiotu, a krucha postać Gryfonki rzuciła się mu na szyję cicho łkając.
'Oh, moja mała Granger" - szepnął w myślach i objął ją w pasie, bardziej przytulając do siebie. Wtedy z namiotu wyłonił się Harry,gotowy podjąć ryzyko..ale zamarł widząc przyjaciółkę w objęciach puchona. To jasne, martwił się o nią, ale wiedział że z Cedrik'em będzie bezpieczna. Że nie skrzywdzi jej.
-Powodzenia, Potter - mruknął Cedrik.
Gryfon skinął głową i ruszył, gdy Hermiona nadal wypłakiwała się w ramię puchona.
-Cii, mała. Nie płacz już, jestem tutaj - uspakajał ją melodyjnym głosem.
Dziewczyna ustąpiła i przestała płakać po chwili. Przytuliła się mocniej i teraz spoglądała mu prosto w oczy.
-Na Merlina, Cedrik! Myślałam, że czeka Cię najgorsze jak ten smok....yh nie mogę tego wypowiedzieć nawet!
-Spokojnie, żyje i mam się zdrów. Trochę zadrapań i siniaków. Nic poważnego - zapewnił.
Wtedy magomedyk postukał w ramię chłopaka oznajmiając, że musi mu uleczyć i zabandażować rany, by nie wdało się zakażenie. Szybko poszedł, gdy Hermiona popędziła go do namiotu.
-Idź. Ja wracam na trybuny dopingować Harry'emu - oznajmiła.
-Okej, znajdę Cię i posiedzę z Tobą - posłała jej uśmiech i zniknął w namiocie.
***
Harry nie miał tyle szczęścia, co Cedrik. Chłopak nieźle się męczył. Rogogon Węgierski był faktycznie wredny, szybki i niesamowicie inteligentny. Wiedział czego pilnuje i jakie to ważne. Niee spuszczał Gryfona z oczu nawet na chwilę.
Potter był nieźle poobijany, ale przywołał swoją latającą miotłę, wsiadł na nią i ruszył przed siebie unikając ataków smoka. Rogogon wściekły, że nie może dopaść przeciwnika szarpnął łańcuchem. Najpierw raz, a potem drugi, aż ten wreszcie puścił i zerwał się.
Bestia ruszyła za chłopakiem.
Okrążyli jezioro, Hogwart i zniszczyli kilka wież, ale ostatecznie Harry swoimi zdolnościami latania na miotle opóźnił smoka i zgarnął złote jajo jednocześnie przechodząc do drugiego etapu.
***
Cedrik z Hermioną po zawodach udali się na błonia. Inni świętowali, a oni spędzali czas razem.
-Wiesz jak już otworzysz jajo?
-Nie mam pojęcia. Ale może Jęcząca Marta coś wie w końcu tyle lat tu jest... - zaczął Cedrik
-Masz trochę czasu, trzymam kciuki.
Usiadła na trawie a on obok niej i objął ją, przyciągając do siebie. Pogoda była taka piękna jak na wieczór. Księżyc w pełni dawał cudowny blask na taflę jeziora, a drzewa szumiały cicho.
-A tak w ogóle... Hermiono czy pójdziesz ze mną na Bal? Bo niedługo będą organizacje, a nie chcę by ktoś zaprosił Cię przede mną.
Gryfonka zachichotała.
-Z przyjemnością, Cedriku - szturchnęła go w ramię. - Z przyjemnością.
-Bardzo mnie to cieszy.
Po tych słowach musnął jej usta. Pocałunek był krótki. Wyrażający tyle czułości i dający tyle poczucia bezpieczeństwa..Gryfonka nie wierzyła własnemu szczęściu. Chłopak w którym się podkochiwała, odwzajemnił jej uczucie.
Pierwsza poważna miłość i te motyle w brzuchu.
CZYTASZ = KOMENTARZ
Przepraszam, że taki bardzo króciutki, ale brak weny twórczej ;-;
Poprawy dały w kość. Ale już za tydzień będzie coś dłuższego, bo w końcu wakacje..:)




Okay! Oto powracam ��
OdpowiedzUsuńKrótki, czy nie- ważne, że jest :D. Fajnie się zapowiada ~A
Kiedy następny rozdział??
OdpowiedzUsuń