sobota, 28 maja 2016

Rozdział 6

Ich oczom ukazał się...
Korytarz. Długi, nieco podniszczony, ale porównując momenty wyniszczonych już tapet ocenili, że musiał być to naprawdę piękny hol. Ściany z kolorami srebra i czerwieni, a wytarty dywan podkreślał jedynie to, że wszystko tutaj jest stare. Wiszące kandelabry, zdarta tapeta, poniszczone ściany, odpadający tynk.
Hermiona głęboko westchnęła.
-Mimo, że jest stare to piękne - powiedziała zachwycona. - Jak to znalazłeś?
Cedrik uśmiechnął się pod nosem i dłonią zmierzwił włosy. Chyba sam do końca nie wiedział jak odkrył to znalezisko.
-Przypadkowo...- zaczął - natknąłem się na ścianę, oparłem się i bum. Stało się. Twoja kolej: Skąd wiesz o smokach, Hemiono Granger?
-Bo je widziałam. Nie trudno zobaczyć coś dużego. Trzymają je w Zakazanym Lesie. Są ich cztery, tyle wiem - odparła i szybko wróciła do tego by znów oglądać uroki nowego pomieszczenia.
Puchon analizował to co przed chwilą powiedziała mu Gryfonka.
Wierzył jej.
Nie miała podstaw Go okłamywać ani nawet on nie dawał jej do tego powodów. Szanował ją i kochał. Pocałunek wiele dla niego znaczył. Odkrył, że nie jest obojętny dziewczynie, ale stwierdził również że zakochał się. Poważnie.
Ona nie należała do typu Cho - krukonki. Była nieśmiała, inteligentna, piękna...Nie dostrzegał w niej wad, idealizował ją bez końca. Wyróżniało ją to, że nie była jak te inne laski pchające się do niego w kolejce, czy Potter'a albo Malfoy'a. Ona była sobą i nie spieszyła się do niczego. Zawsze miała czas.
Hermiona właśnie podziwiała uroki miejsca, a on poszedł bliżej i przytulił ją od tyłu, kładąc głowę na jej prawym ramieniu i wtulając twarz w jej włosy.
-Może to będzie nasze miejsce? - zapytał. - Taka nasza mała tajemnica.
Musnął jej policzek.
-Podoba mi się ten pomysł - uśmiechnęła się szeroko i odwróciła twarz w Jego stronę.
Spoglądała mu teraz prosto w oczy. Wyglądał na bardzo szczęśliwego, że ma ją przy swoim boku. Udało mu się.
Tak długo chciał do niego zagadać, umówić się...a odważył się dopiero na jej czwartym roku, a swoim szóstym. Znał jej wszystkie wybryki w Hogwarcie, które robiła wraz z przyjaciółmi, jej wszystkie osiągnięcia...była warta wszelkiego ryzyka.
-Wracajmy - szepnęła i przytuliła się jakby puchon miał zaraz się rozpłynąć. - Jutro twój ważny dzień.
-Cieszę się, że Cię mam - odpowiedział jej i pocałował ją w czoło. Zgodnie z jej prośbą wrócili tą samą drogą. Znów byli w bibliotece, tuż przed jej zamknięciem, a po śladzie tajemniczego i niezwiedzonego pokoju nie było.
-Wrócimy tu kiedyś pozwiedzać - oznajmiła stanowczo. - Musi tam być coś wspaniałego. Czuję to!
-Wrócimy, wrócimy kochana - rzekł puchon. - Obiecuję.
Po tych słowach odprowadził ją do Wieży Gryffindoru i sam udał się do pokoju uczestników Turnieju.


W pokoju zastał Potter'a. Krum i Fleur dawno spali, a Harry siedział przy kominku i oglądał trzaskający w nim ogień.
Na dźwięk puchona odwrócił się i uśmiechnął się blado.
-Hermiona wygląda z Tobą na szczęśliwą - stwierdził po chwili, gdy Cedrik siadł obok Niego, opierając się plecami o sofę, a ręce zarzucając na podkulone nogi.
Odwzajemnił uśmiech.
-Nie daje jej powodów do smutku i gniewu - oznajmił. - Zależy mi na niej i nie mam zamiaru tego spieprzyć, Potter.
-To dobrze.
-Hermiona kazała ci przekazać, że masz jutro uważać. Pierwsze zadanie to smoki - oznajmił wreszcie i odetchnął głęboko.
Poczuł na sobie zszokowany i zainteresowany wzrok Gryfona. Widać było, że chłopak nie wie co ma robić.
-Ale...ale skąd wiesz? - wydukał wreszcie.
-Hermiona mi powiedziała, ale dużo też nie wie. Wie tylko, że to Smoki. Cztery. Duże.
Rozmowa już nie kleiła się. Cedrik siedział cicho, a Harry gorączkowo myślał. Pierwsze zadanie już jutro, a on nie ma pojęcia jak poradzić sobie ze smokiem. Jak go pokonać.
W końcu jednak po dłuższym czasie poszedł w ślady puchona i udał się spać z nadzieją, że pomysł sam wejdzie mu do głowy.



Ranek nastał bardzo szybko.
Wszyscy tłoczyli się już na trybunach, a uczestnicy Turnieju siedzieli w namiocie i czekali. Za dosłownie kilkanaście minut będą toczyć walkę o życie....ze smokami.
Krum siedział spokojny na fotelu, a Fleur czytała książkę. Harry krążył nerwowo, a Cedrik stał przy wyjściu z namiotu i obserwował.
Usłyszał szept.
-Pssst! Cedrik, to ty? - rozpoznał głos Hermiony.
-Tak, to ja - odpowiedział.
Wtedy krucha postać Gryfonki wyłoniła się i rzuciła się mu na szyję, cicho łkając i szepcząc niezrozumiale.
Błysk flesza Rity Skeeter oderwał ich od siebie.
-Gołąbeczki. Jak słodko - skwitowała, a szybko piszące pióro coś notowało.
Hermiona jeszcze zdążyła przytulić pocieszająco Harry'ego i wrócić do Cedrik'a. Chciała z nim spędzić jeszcze trochę czasu.
Do namiotu wszedł Dumbledore, Barty Crouch i jeszcze dotąd nieznana osoba gryfonce. Minister trzymał w dłoni lniany woreczek.
-Podejdźcie tu - powiedział Crouch.
Wzrok dyrektora Hogwartu spoczął na Gryfonce.
-Panno Granger, co pani tutaj robi? Już znikaj, kochaniutka - popędził ją.
Gdy kasztanowłosa zniknęła, uczestnicy zebrali się w kółku wokół ministra magii. Mężczyzna otworzył woreczek.
-Losujcie - rozkazał. - Panna Delacour pierwsza.
Blondynka wsunęła rękę do wnętrza worka i zaraz się skrzywiła, gdy stworzenie zionęło ogniem. Wyciągnęła miniaturkę ruszającego się smoka.
-Chiński ogniomiot - oznajmił Crouch. - Powodzenia.
Następną osobą do losowania okazał się Wiktor Krum. Bułgar wsunął rękę do środka i bez zająknięcia i grymasów wydobył smoka.
-Hm. Norwerski kolczasty - znów odezwał się Crouch. - Panie Diggory, pana kolej.
Puchon wykonał ruch ten sam co poprzednicy. Sięgając do worka, smok również go poparzył, ale mimo wszystko wydobył go ze środka.
-Spiżobrzuch ukraiński - minister nie krył zadowolenia. - Zapowiadać się będzie walka z pana inteligencją. Pan Potter, losuje.
Harry odetchnął głęboko i zamykając oczy, sięgnął do woreczka i wyjął ostatniego smoka.
-Rogogon Węgierski  - zacmokał. - Jeden z najgorszych i najwredniejszych.
Na te słowa Gryfon zbladł i przyjrzał się stworzeniu. Wiedział, że nie będzie łatwo.
Ale miał czas.
Wychodził na pole jako ostatni. Po Cedriku. Miał czas zaplanować jakąkolwiek strategię.
-Dasz radę,Potter - uspokoił go puchon. - Pokonałeś sam wiesz kogo, a nie było łatwo. Smok przy tym to łatwizna.
-Dzięki za wiarę - odbąknął.
Gryfon usiadł w fotelu i zakopał się gdzieś w myślach, a Cedrik wyszedł na zewnątrz i podziwiał przed namiotem czyste i bezchmurne niebo.
Myślał - o Hermionie Granger.
Miał cel by walczyć ze smokiem i wygrać. Dla niej.

CZYTASZ=KOMENTARZ♥

2 komentarze:

  1. Ooo. Końcówka urocza ❤ Bardzo fajnie i przyjemnie opisujesz wszystko. Życzę weny ~A

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę polubiłam to opowiadanie, kocham Cedmione i mam nadzieję, że kiedyś coś jeszcze dodasz tu.
    Buziaki,
    Annie.

    OdpowiedzUsuń