Hermiona zarumieniła się słysząc słowa Puchona.
Szybko odwróciła wzrok, wtapiając go w swój kufel kremowego piwa. Cedrik jednak nie poprzestał spoglądania na drobniutką posturę Gryfonki. Zaciągnęła rękawy czerwonego swetra aż do koniuszków palców i dłońmi objęła naczynie z piwem.
-Nie ma dużo opowiadania o mnie - stwierdziła.
-Znów się mylisz, Hermiono - szepnął.
Zaschło mu w gardle. Nie wiedział, co jej może jeszcze powiedzieć by pokazać jak mu na niej zależy. Dłonią delikatnie ujął jej podbródek i jej wtedy jej oczy spoglądały w Jego, a usta dzieliło kilka centymetrów.
Zbliżył swoją twarz i..
Pocałował ją.
Jej usta nie stanowiły oporu. Były ciepłe, delikatne i słodkie.
Oderwała się od Niego po dłuższej chwili i od razu spuściła wzrok.
-Nigdy nie mów, że Hermiona Granger, którą jesteś jest nudna - podsumował. - Jest wspaniała.
-Dziękuję. - Uśmiechnęła się blado i upiła łyk piwa. - Jesteś naprawdę miły.
-Dla nielicznych.
Posłał jej jeden ze swoich firmowych uśmiechów.
Hermiona odpowiedziała mu również uniesieniem kącików ust, upiła kolejny łyk napoju i zaczęła z nim rozmawiać o turnieju.
-Boisz się tego co Cię czeka? - spytała.
-Nie. Skoro akurat z wielu uczniów Czara wybrała mnie, to ma jakieś intencje.
-A kiedy pierwsze zadanie?
-Jutro.
Ta odpowiedź sprawiła, że Gryfonka posmutniała. Gdy Cedrik pocałował ją, miała motyle w brzuchu i była gotowa skakać ze szczęścia aż po sam sufit. A jutro już może go nie zobaczyć tak szybko. Zadania Turnieju Trójmagicznego wiązały się z wielkim niebezpieczeństwem.
***
Opuścili lokal po dobrych dwóch godzinach. Nadchodził wtedy czas, gdy musieli wracać do szkoły. Stanęli na głównym placu, gdzie gromadziła się reszta uczniów. Hermiona w tłumie napotkała Ginny, która już biegła w stronę przyjaciółki stojącej z Puchonem.
-Hej wam! - pomachała. - Co słychać?
Wtedy Cedrik chwycił kruchą dłoń Hermiony i uniósł obie by pokazać Rudej. Jej oczy rozszerzyły się.
A Hermiona stała speszona. "Czy siedemnastolatek zawsze musiał dopiąć swego i ją onieśmielać nawet przy przyjaciółce? " - myślała.
-Nic nie mów, Ginny - jęknęła Hermiona. - Chcę już wracać.
-Jak sobie życzysz - mruknął Cedrik. - Spotkamy się jeszcze dzisiaj wieczorem w bibliotece?
-Po co?
-Chcę ci coś pokazać - oświadczył.
Gryfonka skinęła głową. Zastanawiało ją teraz to, co może chcieć pokazać jej puchon. Mimo wszystko razem z nim i resztą uczniów wróciła do szkoły. Była godzina piętnasta, więc do wieczora miała sporo czasu. Dwie godziny spędziła z Ginny, a potem poszła na dwór by zaczerpnąć świeżego powietrza.
Tam spotkała Hagirda, który wyraźnie jej szukał.
-Hermiono, jak dobrze, że cię widzę! - powiedział tym swoim tubalnym głosem. - Masz chwilę.
-Coś się stało, Hagridzie?
-Muszę ci coś pokazać, bo Harry już jest w dormitorium, a ja nie powinienem tego robić - mruknął. - Chodź.
Hermiona wzruszyła ramionami i podążyła za Hagridem. Ciekawe, co chciał od Harry'ego? Może ma jakieś wieść o Turnieju? Wtedy może ostrzec i przyjaciela i puchona.
Gajowy ruszył z Gryfonką najpierw do swojej chatki z której zabrał Kła, a potem ruszyli w stronę Zakazanego Lasu.
Mimo godziny siedemnastej było już ciemno. Z Cedrikiem umówiła się na dziewiętnastą, więc miała trochę czasu na rozeznanie się z Hagridem. Olbrzym prowadził ją poprzez chaszcze i inne czyhające stworzenia i niespodzianki aż do momentu, gdy na większym terenie ukrytym za drzewami, stały klatki.
Podeszła bliżej idąc tuż za gajowym i zauważyła ogień, a potem cztery ogromne smoki w klatkach.
Pierwszym zadaniem były Smoki!
-Na merlina Hagrid, przecież oni mogą się zabić! I Cedrik, Harry...wszyscy! - krzyczała Hermiona w panice.
-Hermiono, spokojnie. Nie organizowali by takich zadań wiedząc, że sobie nie poradzą - uspokoił ją Hagrid.
Na niewiele się to zdało. Dziewczyna była roztrzęsiona. Martwiła się o dwójkę przyjaciół, biorących udział w Turnieju. Nie mogła stracić Harry'ego, nie mogła stracić Cedrik'a, z którym dopiero co jej się zaczęło układać.
-Miejmy nadzieję, że masz rację - rzuciła chłodno.
-Wracajmy. Nie mogą nas zobaczyć. Powiesz dla Harry'ego co i jak.
Razem z nią wrócił na błonia i odprowadził ją do zamku. Pożegnała się z Hagridem i pędem poleciała do biblioteki, mając nadzieję, że spotka już tam Cedrik'a mimo tego, że była dopiero szósta.
Wpadła do pomieszczenia jak burza i od razu ruszyła do miejsca, gdzie zawsze przesiadywała i gdzie pierwszy raz Cedrik poświęcił jej swój czas.
O dziwo, nie myliła się.
Puchon stał oparty o ścianę i czytał książkę. Czarna, obcisła koszulka idealnie podkreślała rysy wyrzeźbionej klaty.
-Cedriku! - zawołała.
Chłopak podniósł wzrok z nad książki i spojrzał na nią pytająco. Zastanawiał się, co gryfonka robi tu tak wcześnie.
-Coś się stało?
-Tak.Chodź - powiedziała cicho i pociągnęła Go w głąb regałów z dala od jakichkolwiek osób. - Wiem jakie będzie pierwsze zadanie. To będą Smoki, Cedirku.
-Ale skąd wiesz?
-To mało istotne - stwierdziła. - Proszę przekaż to tylko Harry'emu. Przygotujcie się i uważajcie na siebie.
-Martwisz się o Mnie? - rzucił jej firmowy uśmiech.
-O was, Cedriku. O was - powiedziała pewnie. - A teraz inna inszość...co chciałeś mi pokazać?
-To.
Palcem pokazał pustą ścianę. Zwykła ściana. Hermiona ściągnęła brwi i myślała o co może chodzić chłopakowi. On jednak uśmiechał się szeroko.
-Ale to ściana. Pusta ściana - stwierdziła.
Cedrik chwycił ją za rękę i poprowadził bliżej do ściany.Drugą dłonią chwycił pochodnię i przekręcił na bok. Ściana odsunęła się na bok otwierając przejście.
Hermiona wraz z puchonem wślizgnęła się do środka, a wrota zamknęły się za nimi.
Ich oczom ukazał się...
Szybko odwróciła wzrok, wtapiając go w swój kufel kremowego piwa. Cedrik jednak nie poprzestał spoglądania na drobniutką posturę Gryfonki. Zaciągnęła rękawy czerwonego swetra aż do koniuszków palców i dłońmi objęła naczynie z piwem.
-Nie ma dużo opowiadania o mnie - stwierdziła.
-Znów się mylisz, Hermiono - szepnął.
Zaschło mu w gardle. Nie wiedział, co jej może jeszcze powiedzieć by pokazać jak mu na niej zależy. Dłonią delikatnie ujął jej podbródek i jej wtedy jej oczy spoglądały w Jego, a usta dzieliło kilka centymetrów.
Zbliżył swoją twarz i..
Pocałował ją.
Jej usta nie stanowiły oporu. Były ciepłe, delikatne i słodkie.
Oderwała się od Niego po dłuższej chwili i od razu spuściła wzrok.
-Nigdy nie mów, że Hermiona Granger, którą jesteś jest nudna - podsumował. - Jest wspaniała.
-Dziękuję. - Uśmiechnęła się blado i upiła łyk piwa. - Jesteś naprawdę miły.
-Dla nielicznych.
Posłał jej jeden ze swoich firmowych uśmiechów.
Hermiona odpowiedziała mu również uniesieniem kącików ust, upiła kolejny łyk napoju i zaczęła z nim rozmawiać o turnieju.
-Boisz się tego co Cię czeka? - spytała.
-Nie. Skoro akurat z wielu uczniów Czara wybrała mnie, to ma jakieś intencje.
-A kiedy pierwsze zadanie?
-Jutro.
Ta odpowiedź sprawiła, że Gryfonka posmutniała. Gdy Cedrik pocałował ją, miała motyle w brzuchu i była gotowa skakać ze szczęścia aż po sam sufit. A jutro już może go nie zobaczyć tak szybko. Zadania Turnieju Trójmagicznego wiązały się z wielkim niebezpieczeństwem.
***
Opuścili lokal po dobrych dwóch godzinach. Nadchodził wtedy czas, gdy musieli wracać do szkoły. Stanęli na głównym placu, gdzie gromadziła się reszta uczniów. Hermiona w tłumie napotkała Ginny, która już biegła w stronę przyjaciółki stojącej z Puchonem.
-Hej wam! - pomachała. - Co słychać?
Wtedy Cedrik chwycił kruchą dłoń Hermiony i uniósł obie by pokazać Rudej. Jej oczy rozszerzyły się.
A Hermiona stała speszona. "Czy siedemnastolatek zawsze musiał dopiąć swego i ją onieśmielać nawet przy przyjaciółce? " - myślała.
-Nic nie mów, Ginny - jęknęła Hermiona. - Chcę już wracać.
-Jak sobie życzysz - mruknął Cedrik. - Spotkamy się jeszcze dzisiaj wieczorem w bibliotece?
-Po co?
-Chcę ci coś pokazać - oświadczył.
Gryfonka skinęła głową. Zastanawiało ją teraz to, co może chcieć pokazać jej puchon. Mimo wszystko razem z nim i resztą uczniów wróciła do szkoły. Była godzina piętnasta, więc do wieczora miała sporo czasu. Dwie godziny spędziła z Ginny, a potem poszła na dwór by zaczerpnąć świeżego powietrza.
Tam spotkała Hagirda, który wyraźnie jej szukał.
-Hermiono, jak dobrze, że cię widzę! - powiedział tym swoim tubalnym głosem. - Masz chwilę.
-Coś się stało, Hagridzie?
-Muszę ci coś pokazać, bo Harry już jest w dormitorium, a ja nie powinienem tego robić - mruknął. - Chodź.
Hermiona wzruszyła ramionami i podążyła za Hagridem. Ciekawe, co chciał od Harry'ego? Może ma jakieś wieść o Turnieju? Wtedy może ostrzec i przyjaciela i puchona.
Gajowy ruszył z Gryfonką najpierw do swojej chatki z której zabrał Kła, a potem ruszyli w stronę Zakazanego Lasu.
Mimo godziny siedemnastej było już ciemno. Z Cedrikiem umówiła się na dziewiętnastą, więc miała trochę czasu na rozeznanie się z Hagridem. Olbrzym prowadził ją poprzez chaszcze i inne czyhające stworzenia i niespodzianki aż do momentu, gdy na większym terenie ukrytym za drzewami, stały klatki.
Podeszła bliżej idąc tuż za gajowym i zauważyła ogień, a potem cztery ogromne smoki w klatkach.
Pierwszym zadaniem były Smoki!
-Na merlina Hagrid, przecież oni mogą się zabić! I Cedrik, Harry...wszyscy! - krzyczała Hermiona w panice.
-Hermiono, spokojnie. Nie organizowali by takich zadań wiedząc, że sobie nie poradzą - uspokoił ją Hagrid.
Na niewiele się to zdało. Dziewczyna była roztrzęsiona. Martwiła się o dwójkę przyjaciół, biorących udział w Turnieju. Nie mogła stracić Harry'ego, nie mogła stracić Cedrik'a, z którym dopiero co jej się zaczęło układać.
-Miejmy nadzieję, że masz rację - rzuciła chłodno.
-Wracajmy. Nie mogą nas zobaczyć. Powiesz dla Harry'ego co i jak.
Razem z nią wrócił na błonia i odprowadził ją do zamku. Pożegnała się z Hagridem i pędem poleciała do biblioteki, mając nadzieję, że spotka już tam Cedrik'a mimo tego, że była dopiero szósta.
Wpadła do pomieszczenia jak burza i od razu ruszyła do miejsca, gdzie zawsze przesiadywała i gdzie pierwszy raz Cedrik poświęcił jej swój czas.
O dziwo, nie myliła się.
Puchon stał oparty o ścianę i czytał książkę. Czarna, obcisła koszulka idealnie podkreślała rysy wyrzeźbionej klaty.
-Cedriku! - zawołała.
Chłopak podniósł wzrok z nad książki i spojrzał na nią pytająco. Zastanawiał się, co gryfonka robi tu tak wcześnie.
-Coś się stało?
-Tak.Chodź - powiedziała cicho i pociągnęła Go w głąb regałów z dala od jakichkolwiek osób. - Wiem jakie będzie pierwsze zadanie. To będą Smoki, Cedirku.
-Ale skąd wiesz?
-To mało istotne - stwierdziła. - Proszę przekaż to tylko Harry'emu. Przygotujcie się i uważajcie na siebie.
-Martwisz się o Mnie? - rzucił jej firmowy uśmiech.
-O was, Cedriku. O was - powiedziała pewnie. - A teraz inna inszość...co chciałeś mi pokazać?
-To.
Palcem pokazał pustą ścianę. Zwykła ściana. Hermiona ściągnęła brwi i myślała o co może chodzić chłopakowi. On jednak uśmiechał się szeroko.
-Ale to ściana. Pusta ściana - stwierdziła.
Cedrik chwycił ją za rękę i poprowadził bliżej do ściany.Drugą dłonią chwycił pochodnię i przekręcił na bok. Ściana odsunęła się na bok otwierając przejście.
Hermiona wraz z puchonem wślizgnęła się do środka, a wrota zamknęły się za nimi.
Ich oczom ukazał się...
CZYTASZ = KOMENTARZ!
Rozdział napisany, krótki, ale teraz będę takie pisać by pogodzić inne zajęcia.
Mam nadzieję, że rozumiecie.
Pozdrawiam i do następnego! -Angel <3


Ty... Ty... Polsacie ty! Jak można przerwać w takim momencie!? Jak możesz MI to robić *moje oburzenie spowodowane jest jedynie ostatnią linijką, bo rozdział jest GENIALNY* ~A
OdpowiedzUsuń